O autorze
Iwona D. Bartczak jest dziennikarzem, publicystą, menedżerem, twórcą klubów biznesowych, animatorem społeczności dyskutujących na ważne współczesne tematy ekonomiczne, biznesowe, społeczne, egzystencjalne. Ukończyła Uniwersytet Warszawski. Do 2005 roku pracowała najpierw jako dziennikarz Więzi, Tygodnika Powszechnego, Życia Warszawy, potem jako redaktor tygodnika Computerworld, a następnie jako redaktor naczelny magazynów CFO Magazyn Finansistów i CIO Magazyn Dyrektorów IT. Od 2006 roku jest partnerem zarządzający w wydawnictwie Business Dialog i redaktorem naczelnym serwisu www.businessdialog.pl . Jest twórcą i szefową m.in. Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog”oraz think tanku i bloga dotyczącego nowych modeli biznesu Lepszy Biznes. Wchodzi w skład kapituły i jury Konkursu Dyrektor Finansowy Roku. Jest współzałożycielem i prezesem Spółdzielni Fabryka i3 www.fi3.pl, społeczności inicjującej innowacyjne projekty biznesowe, wartościowe rynkowo i społecznie.

Już po innowacjach czy nic się nie stało?

W światowych dyskusjach jest podział między specjalistami od ekonomii, rozwoju i cywilizacji: jedni zdecydowanie ogłaszają, że czas przełomowych innowacji się skończył, co źle rokuje światu, a drudzy udowadniają, że innowacje są wielkie i mogłoby znaczyć, lecz poważne problemy społeczne świata, przede wszystkim, pogłębiające się nierówności, uniemożliwiają ich spożytkowanie do rozwoju świata i dobrobytu ogółu.

Ostatnio ktoś mi przypomniał mój tekst "Innowacje zamiast rozwoju" sprzed kilku miesięcy. Wywołał dość duży odzew nie tylko w środowisku startupów i innowatorów w naszej Fabryce i3 (idee, innowacje, inwestycje) , ale też wśród dyrektorów Business Dialog, którzy Fabrykę utworzyli, aby mieć gdzie kupować innowacyjne usługi dla swoich firm i inwestować prywatne pieniądze. Nic dziwnego, innowacja jest teraz obowiązkową narracją w gospodarce, a moja teza była następująca: ten polski startupowo-innowacyjno-inwestorski świat jest zadziwiająco nieinnowacyjny, nietwórczy, ba, wręcz konserwatywny, obowiązują w nim utarte schematy, prawie każdy powtarza te same wzory, każdy akcelerator jest taki sam, każdy Komitet Inwestycyjny ma takie same kryteria, każda debata ma te same oklepane tezy o współpracy startupów z korporacjami, itd. My Fabrykę wręcz budujemy w opozycji do tej subkultury: żadnych hamaków, za to galeria zdjęć Marka Kamińskiego z jego podróży.



Dzisiaj - gdy jeszcze lepiej znam tę subkulturę startupowo-innowacyjno-funduszową a także poczytałam kilka analiz - mogę powiedzieć, że jest jeszcze gorzej: to nie tylko nasza polska przypadłość, aczkolwiek u nas z całą pewnością przesadzamy z gadulstwem, teatralizacją tematu oraz pozorowaniem działań w zakresie innowacji, natomiast w wielu innych krajach jednak one rzeczywiście powstają.
W światowych dyskusjach jest podział między specjalistami od ekonomii, rozwoju i cywilizacji: jedni zdecydowanie ogłaszają, że czas przełomowych innowacji się skończył, co źle rokuje światu, a drudzy udowadniają, że innowacje są wielkie i mogłoby znaczyć, lecz poważne problemy społeczne świata, przede wszystkim, pogłębiające się nierówności, uniemożliwiają ich spożytkowanie do rozwoju świata i dobrobytu ogółu.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że bez względu na różną opinię o jakości innowacji, obie strony sporu zgadzają się, że dzisiejsze innowacje nie robią takiej ogromnej zmiany we wszystkich sferach życia ludzi jak elektryczność i silnik spalinowy dziesiątki lat wcześniej.

Dlaczego?

Kuszą mnie dwie skandaliczne odpowiedzi na to pytanie.
Pierwszej przyczyny dopatrywałabym się w zdominowaniu współczesnej gospodarki przez świat finansowy. To kapitał finansowy narzuca dzisiaj reguły gry biznesowej i kulturę gospodarowania, nie gospodarka realna, ta która wytwarza wartość dla konsumentów, która dzieje się w rzeczywistych przestrzeniach fabryk czy sklepów. Chodzi więc nie tylko władzę rynków finansowych, sprzymierzonych z politykami, którzy posługując się instrumentami tego rynku i wirtualnym pieniądzem oraz autorytetem instytucji państwowych, przesądzają o bogactwie lub biedzie poszczególnych krajów, regionów czy warstw społecznych, o przepływach finansowych, o kumulowaniu tam lub gdzie indziej bogactwa.
Chodzi przede wszystkim o narzucenie reguł również gospodarce realnej, w której również sukces - definiowany wyłącznie jako sukces finansowy i to mierzony kwartalnymi raportami - zależy od szybkości obrotu pieniądza, a nie od wymyślenia i wypracowania rzeczywistej wartości. Stąd pozbywanie się majątku, nastawienie na kupowanie usług, odchodzenie od trwałych zasobów, np. etatowych pracowników, własnych maszyn własnej sieci sprzedaży. Kupujemy moc maszyn produkcyjnych, kilometry od zarządzających flotami a pracowników zatrudniamy na chwilę i bez zobowiązań. Bo ważne jest to, jak szybko możemy wprowadzić zmianę, przenieść się na inny rynek, wprowadzić nowy produkt, zwinąć fabrykę w danej lokalizacji. Niby nie ma w tym nic złego. Ale to jednak co innego niż tradycyjna firma, która była - czasem ciągle jest - nastawiona na dlugie trwanie, na relacje wewnątrz niej, z klientami i lokalną społecznością, na wartość dla każdego interesariusza. To ma bardzo dramatyczne konsekwencje społeczne i kulturowe.
To również ma znaczenie dla innowacji. Dzisiaj firmy mogą innymi sposobami osiagnąć - i osiągają co dokumentuje dużo więjszy niż kiedykolwiek wcześniej udział zysków firm w PKB krajów starego świata wobec zmniejszającego się udziału dochodów obywateli - większą wydajność i efektywność niż wdrażając innowacje, które są ryzykowne i kosztowne, no i właśnie długo trwa owocowanie. Mogą na przykład bardziej wyzyskiwać pracowników, traktować ich jeszcze bardziej instrumentalnie. Mogą przyspieszyć obrót pieniądza w swoim biznesie, aby pieniądz powstawał z pieniądza, a nie z przetwarzania zasobów i pracy. Zauważcie, wydajność dzisiaj została w firmach oderwana od pracy. Oczywiście, mają działy badań i rozwoju oraz patentują na potęgę. Ale to nie są te przełomowe innowacje, które odmieniają świat. To są innowacje na miarę Twittera czy lodówki gadającej ze sklepem. Jeśli korporacje "przytulają" innowatorów czy startupy, to często albo po to, aby poprawić swój wizerunek, albo po to, aby upupić owych innowatorów, zanim zagrożą im jako realna konkurencja.
Młode innowacyjne firmy, startupy też raczej są elementem świata finansów niż świata realnego. Są swoistą walutą, która rozgrywają między robą fundusze prywatne, państwowe, korporacyjne w zależności od regionu świata. I wcale nie chodzi co te startupy wymyślają dla świata realnego, lecz o to, aby odpowiednie liczby znalazły się na odpowiednich kontach we właściwym momencie, aby podmioty rynku kapitałowego pozyskały kolejne wirtualne zera i zwiększyły całkiem realną władzę.

No, i te zgredy - w różnym wieku ;)

Druga moja odpowiedź w sprawie innowacji, które wpadły w marazm i straciły sprawczość, jest jeszcze bardziej skandaliczna. Uważam, że tym światem młodych (przynajmniej duchem, ale zwykle jednak i wiekiem) odkrywców i pasjonatów nowości i przyszłości - oraz możliwościami dla ich rozwoju i tworzenia - zarządzają stare zgredy bez wyobrażni, odwagi i wiedzy. A przede wszystkim bez takiej szczerego zachwytu i zaciekawienia. Zarządzają tak, aby im było wygodnie, bezpieczenie i żeby nic się nie zmieniło. Trzymają tych młodych w gettach różnych akceleratorów, inkubatorów i kampusów, byle nie wydostali się i nie narobili jakiejś rewolucji. Mydlą im oczy tym, że tu korporacje i rządy tylko na nich czekają, że tu fura pieniędzy właśnie dojeżdża, a w istocie tylko kombinują, jak tu zachować posady i dominację.
A jeszcze gorsze są zgredy - intelektualiści, którzy ciągle hamletyzują, że młodzi nic nie rozumieją, że nie dbają o swoją prywatność, że reklamy nimi manipulują, że siedzą w sieci i tracą kolegów i kochanki. To wasze strachy - myśliciele po 50tce - bo młode pokolenie ma to wszystko ogarnięte, nie gorzej niż jakiekolwiek pokolenie dwudziestolatków, no i trzydziestolatów też.
Władza zgredów hamuje innowacje, przemiany społeczne. Balcerowicz nie miał 40 lat jak zmieniał w Polsce ustrój, Einstein teorię względności też wymyślił i przedstawił zanim osiągnął ten wiek.
Żyjemy dłużej, działamy dłużej, zdrowi jesteśmy dłużej, ale to może się okazać bardziej niszczące dla naszej cywilizacji niż szkorbut.
Trwa ładowanie komentarzy...