Korporacja ich wypluwa. Oto nowa, atrakcyjna ścieżka rozwoju, o którą trzeba zadbać, gdy ma się 35 lat

123rf/zdjecie seryjne
Korporacyjni dyrektorzy 45+ z lękiem patrzą na młodych kolegów przedzierających się w pobliże ich stanowiska. Jak mają 50+ na ogół korporacja ich wypluwa. Ma rację i nie ma racji. Niby doświadczenie jest cenne, ale oszczędność na wynagrodzeniach i energia, które zapewniają młodsi, też ma znaczenie. I powiem brutalnie, głupi ten dyrektor, który czekał aż do 50-tki z refleksją, co dalej i myślał, że będzie zawsze szedł w górę albo przynajmniej pozostawał na tym samym poziomie. O rozwój po 50-tce trzeba zadbać, gdy ma się 35 lat, a nie w ostatniej chwili.

Przez moment zastanawiałam się - pisząc poprzedni akapit tego postu - czy chodzi rzeczywiście o rozwój, czy może o karierę, czy też o większą liczbę źródeł przychodu. Zdecydowałam jednak, że to rozwój, że człowiek, który pójdzie tą drogą, staje się po prostu bardziej wartościowy dla swojego otoczenia i sam też odkrywa nieznane lądy... i biznesu, i samego siebie.

O jaką ścieżkę mi chodzi?

Do niedawna było tak, że finansiści mieli do do wyboru dwie, może trzy ścieżki awansu i rozwoju. Mogli awansować od specjalisty, np. analityka poprzez kierownika działu, np. kontrolingu do stanowiska dyrektora finansowego, potem ewentualnie na podobne stanowisko w regionie, albo bili się o prezesurę. Mogli do tych wysokich stanowisk w korporacjach zmierzać też z firm konsultingowych lub z audytu. Czasem ta ścieżka zaczynała się w bankowości.

Do stanowisko CFO dość jasne są reguły awansu, skądkolwiek się zaczynają. Potem już jest trudniej. Stanowisko dyrektora generalnego jednak raczej przypada dyrektorom sprzedaży. Właściwie nie ma gdzie stamtąd iść wyżej. Można pozyskiwać szerszy zakres władzy, można awansować poziomo, można próbować sił w regionalnych czy centralnych strukturach korporacyjnych.

Ale tak naprawdę zdecydowana większość dyrektorów finansowych walczy o przetrwanie na swoich stanowiskach, albo szuka pracy na takim samym stanowisku gdzie indziej.

Niektórzy budują swoją "odnogę" właścicielską. Inwestują w zaprzyjaźnioną firmę albo tworzą własną. No, też nie jest to droga usłana różami, roli właścicielskiej trzeba się nauczyć, wybory inwestycyjne często nie są trafne. Czasem w dokonaleniu tych umiejętności i wyborów pomaga stowarzyszenie się w sieci aniołów biznesu, funduszu inwestycyjnym, czasem innej strukturze. My też taką utworzyliśmy Fabrykę i3. To jest awans, jednak właściciel to więcej niż menedżer nawet członek zarządu, ale tu raczej chodzi o zaspokojenie innych potrzeb niż może dać etat czy posada, oraz o asekurację na złe czasy w korpo.

Ale ostatnio wyłania się inna ciekawa ścieżka rozwoju, którą powinni zauważyć przede wszystkim dyrektorzy w wieku powiedzmy 35+, będący od niedawna dyrektorami korporacyjnymi, młodzi dyrektorzy, tacy, którzy mają czas, aby do tej ścieżki przygotować się. A jak będa mieli 45+ wskoczyć na nią, niekoniecznie rezygnując z korporacyjnej posady, w każdym razie nie rezygnując z łączności ze światem korporacyjnym.

Ale ta droga nie jest stracona i dla tych starszych, pod warunkiem że mają otwarte umysły i nie zadzierają nosa.

Młode firmy, start-upy, firmy innowacyjne potrzebują ludzi właśnie z doświadczeniem korporacyjnym, właśnie w danej branży, właśnie w danym obszarze funkcjonalnym. Chętnie zatrudnią - a raczej fundusze, które zainwestowały w taki start-up - takiego doświadczonego dyrektora w zarządzie lub w radzie nadzorczej. Chodzi o to, aby ułatwił wejście tej młodej organizacji do świata korporacyjnych klientów, aby przemówił ich językiem w imieniu start-upu, aby otworzył drzwi dzięki swoim kontaktom. Chodzi też o to, aby pokazał jakie są obyczaje w danej branży, jakie regulacje, jak to działa na co dzień. Nauczył też kilku dobrych praktyk zarządczych. Start-upy nie stać na stosowne wynagrodzenie dla tak pozyskanego dyrektora z korproacji, ale mogą podzielić się udziałami.

Dyrektor korporacyjny, który chce iść tą ścieżką, musi po prostu tym światem innowacji i startupów interesować się, rozumieć jego reguły i pasje, i też po prostu lubić te klimaty. Musi uczyć się tego świata, tak jak uczył się MSRów, standardów rachunkowości.

To jest naprawdę atrakcyjna ścieżka rozwoju, warto o niej mysleć i uczyć się jej reguł wtedy, gdy jeszcze nie jesteśmy CFO czy CEO. To jest jedyna ścieżka, która nam się nie zamknie z tego względu, że centrala korporacji postanowi rozstać się z nami, bo jesteśmy za drodzy, za hardzi, za kompetentni a inna korporacja nie zatrudni nas, bo właśnie tego będzie się obawiać :)
Trwa ładowanie komentarzy...